Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opinia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opinia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 października 2015

Top 5 : czyli ulubione akcesoria do makijażu.

Hej kochani !!!!

Przychodzę do was z postem o 5 najczęściej używanych akcesoriach do makijażu. Mam bardzo dużo pędzli, kilka gąbeczek ale pośród nich są ulubieńcy po które sięgam najchętniej. Zapraszam do dalszej części postu ;)


1. Aplikacja podkładu 


Ostatnio ulubieńcem w tej kategorii jest chiński pędzel z azjatyckiej strony kupiony za grosze. Jest bardzo mięciutki , delikatny, rewelacyjnie aplikuje się nim podkład. Bardzo polubiłam się z tym Panem. Mogę w zupełności polecić wam całą serję tych pędzli. U mnie sprawdza się rewelacyjnie ! O zakupach z tej strony pisałam w poście TUTAJ , zapraszam do przeczytania :)


Drugim niezbędnikiem jest gąbeczka Real Techniques. Mam ją już dość długi czas, używam w sumie dość rzadko, na początku sięgałam po nią bardzo często tera natomiast nie mam czasu na mycie jej po każdej aplikacji produktu dlatego też odeszła na boczny plan ale nie została zapomniana !  :) W poście sprzed jakiegoś czasu porównywałam oryginalną gąbeczkę do podróbki z chińskiej strony, cały post zobaczycie TUTAJ :)

2. Aplikacja pudru 


Do nakładania pudru zawsze używam pędzla Hakuro H55. Jest ogromny i baaaardzo mięciutki ! Odkąd mam go w swojej kolekcji odstawiłam całkowicie puszki którymi wcześniej aplikowałam produkt. Nie zamieniłabym go na nic innego !

3. Aplikacja różu 


Szczerze mówiąc róży używam bardzo rzadko, powiedziałabym nawet, że tylko od świeta. Skupiam się bardziej na konturowaniu i ocieplaniu twarzy bronzerami. Jeżeli jednak sięgam po róż używam przy aplikacji pędzla Real Techniques - blush brush. Spisuje się rewelacyjnie ! Jest duży co wpływa na szybkie nalozenie produktu i precyzyjny ( nie zrobicie sobie nim plam, ma fajnie ścięte włosie ) Cały pędzel dokładniej opisany jest w poście TUTAJ :)

Bronzera używam codziennie i pewnie teraz zapytacie dlaczego nie pokażę w takim razie pędzla, którego używam. Nie pokażę ponieważ pędzel jaki mam bardzo mnie denerwuje.. Jest to Hakuro H21 z włosia naturalnego, Włosie bardzo mnie gryzie, szoruje buzie, często wypada pozostając na skórze. Nie polubiłam się z tym pędzlem i wciąż poszukuję innego, lepszego, milszego i bardziej precyzyjnego podczas pracy nim. Może wy macie jakichś swoich sprawdzonych ulubieńców ? Chętnie kupiłabym coś lepszego.

5. Aplikacja cieni


Tak jak wspomniałam o różu, że używam go od święta tak z cieniami jest bardzo podobnie a nawet jeszcze gorzej bo używam ich jeszcze rzadziej. Gdy jednak to robię sięgam po dwa podstawowe ( moim zdaniem ) pędzelki do cieni. Jeden z nich to Real Techniques, a drugi to Hakutro H77. RT fajnie sprawdza się do nakładania cieni na całą powiekę, a Hakuro pięknie blenduje granicę cieni.






Cały zestaw moich pedzli możecie zobaczyć w poście TUTAJ , dokładnie opisałam każdy z nich, jezeli zastanawiacie się nad kupnem pierwszych pedzli zajrzyjcie i poczytajcie na które warto szczególnie zwrócić uwagę :)

I to tyle kochani, to moje podstawowe narzędzia, którymi wpływam na upiekszanie buźki każdego dnia :D 


Zapraszam do śledzenia mnie na Instagramie oraz Facebooku aby być na bieżąco ! :)





poniedziałek, 5 października 2015

Gąbeczka Real Techniques kontra podróbka z chińskich stron. Czy warto ?

Hej kochani !!!!

Dawno mnie tu nie było.. bardzo was za to przepraszam niestety nie mam chwilowo dostępu do internetu stąd też brak wpisów na moim blogu. Ale to nic, postaram się nadrobić te stracone dni :)
Dzisiaj przychodzę do was z porównaniem dwóch gąbeczek do nakładania makijażu. Jedną z nich będzie chińska gąbeczka robiona na wzór oryginalnej gąbeczki Real Techniques z którą właśnie dziś ją porównam. Chińską gąbeczkę zamowiłam jakiś czas temu na jednej z chińskich stron internetowych , cały haul możecie zobaczyć TUTAJ. Zapraszam do dalszej części postu.



Na początku wrzucę wam kilka zdjęć porównawczych gdy gąbeczki są suche.






Zdecydowanie możemy zauważyć, że chiński odpowiednik jest sporo mniejszy od oryginału. Różni się także kolorem jak i materiałem wykonania. Jest on troszkę twardszy od Real Techniques ale tak samo przyjemny podczas użytkowania. 


Wyżej jest zdjęcie na którym chińska gąbeczka jest namoczona w wodzie i dobrze wyciśnięta. Dobrze chłonie wodę i dość szybko się powiększa. 



Zdjęcia gdzie obie są wilgotne : 




Gąbeczka Real Techniques nabiera większej objętości i miękkości. Chiński zamiennik jest miekki ale nie tak bardzo jak oryginał. 


Na zdjęciu powyżej mozecie zobaczyć dokładną róznicę w strukturze gąbek. RT jest bardziej szorstka i chropowata ? Chyba takiego słowa powinnam użyć :D  Chińska gąbeczka jest bardziej gładka i zbita. 


Co je różni ? 

- tekstura i tworzywo z jakiego są wykonane
- chłonność produktu ( chińska chłonie go bardzo dużo ! praktycznie nic nie zostaje na buzi , wszystko wchodzi w środek ) 
- mycie ( RT domywa się bez żadnego problemu, podróbka podczas mycia jest bardzo oporna ! Trzeba się sporo namachać aby wymyć z niej podkład .. ) 
- cena ( RT kosztuje ok 30 - 35 zł , chińska ok 5 zł )
- jakość ( jest bardzo odczuwalna podczas nakładania produktu, na plus oczywiście RT - jest bardziej miekka i precyzyjna )

Czy warto więc wydawać 35 zł na gąbeczke, która po kilku miesiącach jest do wyrzucenia ? Oczywiście , że tak jeżeli zwracacie uwagę na każdy drobny szczegół podczas pracy z makijażem, jezeli liczy się dla was precyzja i czas wykonywania makijażu na sobie czy kimś innym . Oczywiście, że nie jeżeli używacie tej gabeczki raz na miesiac albo dwa i jest dla was bez różnicy jak długo bedziecie nakładac podkład i domywać gąbeczkę. Uważam, że na pewno warto mieć taki tańszy zamiennik w swojej kosmetyczce. Podsumowując jestem z niej bardzo zadowolona i chętnie będę testować nowe, tańsze zamienniki gąbeczek do makijazu, które są dostępne na polskim rynku ale też nie zrezygnuje z oryginału , który spisuje się rewelacyjnie ! :)

Zapraszam na : 

czwartek, 17 września 2015

John Frieda Sheer Blonde i 2 tony jaśniejsze włosy ! Czy aby na pewno ?

Hej kochani !!!!

Dziś przychodzę do was z postem o produktach do włosów. Chodzi oczywiście o markę John Frieda, która ma rozjaśniać i jednocześnie przy tym NIE niszczyć włosów. Czy tak też się dzieje ? Zapraszam do dalszej części postu :)



O tych produktach słyszałam wiele złego jak i dobrego. Jedni uwielbiają, drudzy nienawidzą. Pomyślałam, że wypróbuje tą serię na swoich włosach. Jestem blondynką i mam bardzo jasne włosy, które niestety z każdym rokiem stają się coraz ciemniejsze. Nie chce malować włosów i raczej nigdy tego nie zrobię ale .. nigdy nie mów nigdy . Po prostu bardzo nie chciałabym tego robić. Pomyślałam więc, że ten sposób będzie idealnym aby je troszkę rozjaśnić i ożywić. 



Szampon jak i odżywka ładnie pachną ale średnio się pienią. Opakowanie jest wygodne i w sumie bardzo ładne, dobrze wykonane ale produkt jest bardzo słabo wydajny.. Szybko mi się skończył ( może dlatego, że mam bardzo długie włosy i nakładałam na nie sporą ilość produktu ) ale to nie ważne, myślę, że gdyby się bardziej pienił starczył by na dłużej bo tak to dokładałam go non stop bo miałam wrażenie, że nie mam go na całych włosach.



Po nałożeniu szamponu nie zauważyłam nic szczególnego, ładnie pachnie i tyle. Odżywka pozostawiona na parę minut sprawia, że włosy są śliskie , tępe, gładkie do momentu aż wyschną. 



 Czy zauważyłam obiecywane efekty rozjaśnienia włosów  ? Nie. Nie zauważyłam. Włosy nie rozjaśniły się nawet trochę, po wyschnięciu nie pachniały, nie były już tak gładkie i śliskie. Jedyne co zauważyłam to piękny połysk włosów ale też nie jestem przekonana czy aby na pewno po tej odżywce tak się stało gdyż między czasie używałam również odżywki z Nivea Diamond Gloss. Może to ona wpłynęła na piękny połysk. Pewnie zapytacie po co używałam dodatkowej odżywki ? Po to aby chronić moje włosy .. dlaczego chronić ? Dlatego , że ta seria strasznie je wysuszyła ( a miała tego nie robić.. ) Moje końcówki były w okropnym stanie, były wysuszone i takie `bez życia` jak by to nie zabrzmiało mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. 



Cena za sztukę takiego produktu to ok 40 zł .. masakra co nie ? Ja kupiłam je w promocji w Rossmanie i 40 zł wyniosły mnie obie. Czy żałuje ? Oczywiście, ze tak ! W życiu nie wydam tyle pieniędzy na takie beznadziejne wynalazki.. Żałuję jak chol**a .. Straciłam tylko hajs, czas i nerwy. Czy polecam ? NIE. Czy kupię ponownie ? NIE !! z wykrzyknikami ...




I to tyle kochani.. Żałuję, że zniszczyłam sobie włosy ale cieszę się, że mogę podzielić się z wami moimi doświadczeniami i ostrzec was przed kolejnym bublem. Nie warto kombinować i trzeba pogodzić się z czasem który mija i zmianami jakie w nas zachodzą. To zdarzenie pokazało mi, że nie warto sprzeciwiać się naturze  :) Nie będę już więcej kombinować z włosami. Teraz muszę tylko o nie porządnie zadbać i odżywić. 


Zapraszam na mojego Facebooka i Instagram aby być na bieżąco. 



Miłego tygodnia, buziaczki ;*

niedziela, 23 sierpnia 2015

Real Techniques - Stippling Brush / Rozczarowanie czy odkrycie ?

Hej kochani !!!

Dzisiaj chciałabym podzielić się z wami moją opinią na temat pędzla znanej każdej interesującej się makijażem kobiecie marki Real Techniques. 

Pierwszy mój post na blogu dotyczył właśnie jednego z pędzli tej firmy. Był nim Blush brush , możecie poczytać na jego temat TUTAJ. Był on wtedy moim jedynym różowym rodzynkiem wśród czarnych pędzli Hakuro o których też już pisałam w poście TUTAJ
Jakiś czas temu do różowego rodzynka tej firmy dołączył jego brat, również różowy Stippling brush. To właśnie wokół niego dziś się zakręcę i podzielę się z wami opinią na jego temat. Czy jest wart swojej ceny ? Czy szum jaki powstał wokół niego jest słuszny ? O tym w dalszej części postu :)


Pędzel jest przeznaczony do wykończenia makijażu aczkolwiek ja kupiłam go ponieważ brakowało mi dodatkowego pędzla do nakładania podkładów i bardzo chciałam wypróbować nakładanie tych produktów właśnie nim.


 W internecie aż roi się od tych pędzli. Opinie, zdjęcia, recenzje są na każdym kroku. Czytałam i słuchałam wiele różnych opinii. Jedni kochają te pędzle drudzy nienawidzą.. Do której grupy ja się zaliczam ?? 



Pędzel wykonany jest z aluminiowego trzonka dzięki czemu jest bardzo lekki. Dobrze się nim operuje, dobrze leży w ręku dlatego też nie wypada podczas pracy. 


Jeżeli ktoś z was posiada pędzel Blush brush to wie , że jego włosie jest milutkie i przyjemne w użytkowaniu. Początkowo było sztywne ale po dwóch / trzech myciach zmiękło i jest bardzo miłe. W tym pędzlu niestety jest inaczej .. 


Pędzla używam już dość długi czas. Nakładam nim podkład każdego dnia z nadzieją, że po kolejnym myciu coś się zmieni.. Włosie składa się z dwóch długości nachodzących na siebie co niby wspomaga rozprowadzanie produktu. Może i tak jest.. ale co z tego ? Włoski są tak pościnane, że nakładając podkład odczuwam wbijanie w buzie mnóstwa igiełek. Wyobraźcie sobie co to za uczucie.. bo tylko takimi słowami mogę określić `miękkość` tego włosia. 


Pędzel szoruje buzie, ostro jeździ po niej co wcale nie wpływa na przyjemność podczas aplikacji produktu. A przecież makijaż ma być przyjemnością a nie karą.! 
Łudziłam się, że może tak jak z jego bratem po kilku myciach włosie zmięknie i będę równie zadowolona.. 
Tak niestety się nie stało..


 Kolejną okropną sytuacją, która nie powinna mieć miejsca przy pędzlach tak rzekomo `dobrej` i drogiej firmy są wypadające włoski. Wypadają podczas mycia .. Wypadają podczas aplikacji podkładu.. Wypadają CAŁY CZAS ! Nie tego się spodziewałam kupując pędzel za ok 50 zł !! 


Są dostępne w rożnych drogeriach internetowych jak i w Rossmanach ( ale tylko niektórych )


Jakiś czas temu zamówiłam zestaw 3 pędzli tej firmy na chińskiej stronie , rzekomo prosto od producenta. Gdy przyjdą na pewno zrobię kolejny wpis i okaże się czy są oryginalne tylko tańsze czy może dobrze podrabiane. Porównam też ich miękkość i fakt wypadania włosków.. 


Tak więc do ktorej grupy mogę się zaliczyć  ? Hmm .. Na pewno dzięki temu pędzlowi zbliżyłam się do grupy osób, ktore są nimi rozczarowane aczkolwiek nie chce wrzucać wszystkich pędzli tej firmy do jednego worka. Blush brush bardzo lubię i mam nadzieję, że pędzle jakie do mnie przyjdą będą równie miłe, a ten jeden egzemplarz jest po prostu ich nie wypałem. Wszystko okaże się w kolejnych postach. 

Zapraszam do śledzenia mnie na Instagramie aby być na bieżąco ;)
Miłej niedzieli ! ;*

środa, 19 sierpnia 2015

The Balm - Down Boy pod lupą / Róż i cień w jednym

Hej kochani !! 


Jakiś czas temu dodałam post o bronzerze Bahama Mama, możecie przeczytać o nim TUTAJ , a dziś przyszedł czas na recenzję kolejnego produktu marki The Balm. 

Pod lupą znalazł się róż DownBoy , który jest jednocześnie różem jak i delikatnym cieniem do powiek. Zapraszam do dalszej części postu ;)


- Pojemność : 9,9 g
- Cena : ok 50 - 70 zł zależnie od drogerii


Róż umieszczony jest w tekturowym opakowaniu zamykanym na magnes. 


W środku mamy również umieszczone lustereczko. Ja niestety z niego nie korzystam gdyż jest zbyt małe aby precyzyjnie się w nim malować i co najważniejsze zawsze jest ubrudzone produktem więc ciężko jest w nim cokolwiek zobaczyć :)




Dodałam dwa zdjęcia zrobione w różnym świetle abyście mogły dobrze zobaczyć jego pigmentacje.  



Po roztarciu róż zostawia delikatną, różową poświatę. Ciężko jest zrobić sobie nim krzywdę :)

Podsumowując : 
Zalety : 

- ładne, eleganckie opakowanie
- mały, do każdej torebki, kieszonki
- zamykany na magnes
- posiada lustereczko
- duża pojemność produktu co wpływa na dużą wydajność
- bardzo mocna pigmentacja
- nie osypuje się
- lekka, delikatna, jedwabista konsystencja
- podwójne zastosowanie - róż na policzki, cień na powieki
- długo utrzymuje się na buzi 
- kontrola w aplikacji produktu bez obaw przed zrobieniem sobie plamy


Wady: 
- cena ;)


Czy kupiłabym ponownie ? 

Myślę, że bardzo chętnie dorwałabym inny odcień ;)


Zapraszam do śledzenia mnie na Instagramie  aby być na bieżąco ;)


Buziaczki ;*

Instagram